Wpisy z tagiem „buyology”
buyOLOGY: 230 stronicowa ulotka reklamowa w twardej oprawie ?
czwartek,12 Marzec, 2009
Tagi: badania, buyology, książka, lindstrom. neuromarketing, recenzjal
Kategorie: kultura, marketing, psycholgia
Wczoraj zakończyłem lekturę buyOLOGY Martina Lindstrom-a. Uczucia mam mieszane. Biorąc pod uwagę szum wokół tej książki i wypowiedzi video samego autora, liczyłem na coś więcej. Mam wrażenie, że jednym z podstawowych celów publikacji jest przekazanie komunikatu: jeśli nie stosujesz neuromarketingu, wyrzucasz pieniądze w błoto, a nie przekazanie wiedzy.
![]()
Oczywiście książka nie jest zła. Jest po prostu napisana tak, by była popularna. Moje rozczarowanie wynika z tego, że liczyłem na więcej nauki i marketingu niż opowiadanek dookoła tematu. Buyology była promowana tekstem:
Lindstrom presents the astonishing findings from his groundbreaking three-year, seven-million-dollar neuromarketing study, a cutting-edge experiment that peered inside the brains of two thousand volunteers from all around the world…
Akurat niewiele z tego zadziwiającego, niesamowitego, zaskakującego, szokującego, przełomowego (takich słów Linsdstrom używa się cały czas odnośnie przeprowadzonych eksperymentów) badania zostało zaprezentowane w książce. Opisy ekseperymentów i wyciągnięte wnioski to margines buyology, a co więcej wymienione powyżej i nadużywane przez autora epitety nie za bardzo oddają faktyczną wartość tych wniosków. Nie mówię, że nie są ciekawe, ale nie wywracają też porządku świata, ani nie wywołały palpitacji serca przy lekturze.
Podsumowując: książka mogła być lepsza. Jest to lektura dla każdego, a co za tym idzie dla nikogo do końca. Sukces rynkowy ma zapewniony bo szum wytworzony dookoła buyology jest spory (chyba już jest na listach bestsellerów NYT, czy WSJ), ale ktoś, kto chciałby więcej info, raczej nie zostanie usatysfakcjonowany. Taka to buyOLOGY jest. Dla porównania: Blink, czy tipping point Gladwell-a lepszy.
Być może w następnych postach napiszę kilka słów o tym co było badane i jakie były wyniki tych badań.
Strach przed neuromarketingiem
środa,25 Luty, 2009
Tagi: artykuł, badania, buyology, kognitywistyka, neuromarketing, psychologia poznawcza
Kategorie: marketing, psycholgia
Najpierw oświadczenie
:
Nie mam nic osobistego do neuro i bardzo się tą działką interesuję.
Neuro znów mnie dzisiaj przyatakowało. Krzysztof Ratnicyn w artykule publikowanym w i-biz pisze dosyć dziwne rzeczy na temat neuromarketingu. Na przykład twierdzi on, że ta dziedzina wiedzy nazywana jest przez fachowców psychologią kognitywną… Tak się składa, że zajmuję się psychologią kognitywną (poznawczą) i nie sądziłem że to to samo, co neuromarketing. Potem stwierdza na przykład coś takiego:
“zwolennicy tej nauki zakładają, że badania neuromarketingowe pozwolą mimownie wcisnąć nam każdy produkt”
Ratnicyn pisze też o omawianym już przeze mnie na blogu case study LAb-u z Sony Bravia. Autor używa tych badań, jako potwierdzenia tezy, że neuromarketing pozwala budować skuteczną reklamę. Choć nie twierdzę że tak nie jest, to należy zwrócić uwagę, że badania były zrobione już PO wyprodukowaniu reklamy i PO jej sukcesie. Nawet jeśli coś wnoszą do naszej wiedzy to na pewno nie to, jak zrobić następną, dobrą reklamę telewizorni . (jak już pisałem)
Już nie czepiając się logiki artykułu, czy źle użytych pojęć, zastanawiam się dlaczego temat neuromarketingu jest tak bardzo chwytliwy i piszą o nim nawet ludzie, którzy najwyraźniej nie mają o nim większego pojęcia. Jaka odpowiedź przychodzi mi do głowy? Strach. Ludzie emocjonują się tym, bo boją się, że ktoś im coś w zrobi w głowę i będą musieli kupować Pepsi, a nie Colę. Przeraża ich to, że reklamy będa tak skuteczne, że dziecko obejrzy nową zabawkę w TV i od razu zacznie ciągnąć rodzica za rękę do sklepu. To zrozumiałe, że w sytuacji zagrożenia, człowiek szuka odpowiedzi na nurtujące go pytania i próbuje zrozumieć, czym go chcą zmanipulować.
Moim zdaniem: spokojna głowa. I tak żaden naukowiec nie wymyśli tak skutecznych sposobów manipulacji, jak dobry sprzedawca, czy guru sekty. Doświadczenie pokazuje, że ludzie zajmujący się perswazją obserwowali praktyków i tłumaczyli to, co oni stosuja od lat – nie odwrotnie. Jasne, techniki wpływu można lepiej zrozumieć i ulepszyć w labolatorium, ale ich odkrywanie ma miejsce w sklepie, na ulicy, czy na planie reklamowym.
To tyle. Idę czytać buyOLOGY Lindstroma, które przyszło wczoraj pocztą. Sądze, że można się wkrótce spodziewać wpisu na temat tej książki
.
Kilka słów o skuteczności klasycznej reklamy…
poniedziałek,2 Luty, 2009
Tagi: buyology, lindstrom, reklama, video
Kategorie: marketing, psycholgia
na video od Martina Lindstroma – faceta, który napisał Buyology – książkę, którą jednak, chyba warto kupić.
Klikać w linkę, bo nie pozwalają zagnieździć w poście.
