psychologia biznesu stylem dowolnym

Free Forms

Wpisy z tagiem „badania”

Yahoo! Research – sporo wiedzy o sieci w jednym miejscu

niedziela,21 Czerwiec, 2009

Tagi: , ,
Kategorie: internet, marketing szeptany

Ostatnio sporo się dzieje i momentami blogasek przypomina raczej mikrobloga. Tak też jest i dzisiaj – krótko: Polecam http://research.yahoo.com/ – stron, na której możecie znaleźć sporo ciekawych publikacji.

Brak komentarzy

5% amerykańskich internautów używa Twittera ?

poniedziałek,1 Czerwiec, 2009

Tagi: , , ,
Kategorie: internet, marketing szeptany

To chyba niezłe statystyki, nie? Zwłaszcza z punktu widzenia marketingu szeptanego.

Więcej w PDF-ie z badań: Harris Poll Just Under Half of Americans Have a Facebook or MySpace Account

badania twitter+fb

Brak komentarzy

buyOLOGY: 230 stronicowa ulotka reklamowa w twardej oprawie ?

czwartek,12 Marzec, 2009

Tagi: , , , ,
Kategorie: kultura, marketing, psycholgia

Wczoraj zakończyłem lekturę buyOLOGY Martina Lindstrom-a. Uczucia mam mieszane. Biorąc pod uwagę szum wokół tej książki i wypowiedzi video samego autora, liczyłem na coś więcej. Mam wrażenie, że jednym z podstawowych celów publikacji jest przekazanie komunikatu: jeśli nie stosujesz neuromarketingu, wyrzucasz pieniądze w błoto, a nie przekazanie wiedzy.

Oczywiście książka nie jest zła. Jest po prostu napisana tak, by była popularna. Moje rozczarowanie wynika z tego, że liczyłem na więcej nauki i marketingu niż opowiadanek dookoła tematu. Buyology była promowana tekstem:

Lindstrom presents the astonishing findings from his groundbreaking three-year, seven-million-dollar neuromarketing study, a cutting-edge experiment that peered inside the brains of two thousand volunteers from all around the world…

Akurat niewiele z tego zadziwiającego, niesamowitego, zaskakującego, szokującego, przełomowego (takich słów Linsdstrom używa się cały czas odnośnie przeprowadzonych eksperymentów)  badania zostało zaprezentowane w książce. Opisy ekseperymentów i wyciągnięte wnioski to margines buyology, a co więcej wymienione powyżej i nadużywane przez autora epitety nie za bardzo oddają faktyczną wartość tych wniosków. Nie mówię, że nie są ciekawe, ale nie wywracają też porządku świata, ani nie wywołały palpitacji serca przy lekturze.

Podsumowując: książka mogła być lepsza. Jest to lektura dla każdego, a co za tym idzie dla nikogo do końca. Sukces rynkowy ma zapewniony bo szum wytworzony dookoła buyology jest spory (chyba już jest na listach bestsellerów NYT, czy WSJ), ale ktoś, kto chciałby więcej info, raczej nie zostanie usatysfakcjonowany. Taka to buyOLOGY jest. Dla porównania: Blink, czy tipping point Gladwell-a lepszy.

Być może w następnych postach napiszę kilka słów o tym co było badane i jakie były wyniki tych badań.

Komentarze: 3

Strach przed neuromarketingiem

środa,25 Luty, 2009

Tagi: , , , , ,
Kategorie: marketing, psycholgia

Najpierw oświadczenie :) :

Nie mam nic osobistego do neuro i bardzo się tą działką interesuję.

Neuro znów mnie dzisiaj przyatakowało. Krzysztof Ratnicyn w artykule publikowanym w i-biz pisze dosyć dziwne rzeczy na temat neuromarketingu. Na przykład twierdzi on, że ta dziedzina wiedzy nazywana jest przez fachowców psychologią kognitywną… Tak się składa, że zajmuję się psychologią kognitywną (poznawczą) i nie sądziłem że to to samo, co neuromarketing.  Potem stwierdza na przykład coś takiego:

“zwolennicy tej nauki  zakładają, że badania neuromarketingowe pozwolą mimownie wcisnąć nam każdy produkt”

Ratnicyn pisze też o omawianym już przeze mnie na blogu case study LAb-u z Sony Bravia. Autor używa tych badań, jako potwierdzenia tezy, że neuromarketing pozwala budować skuteczną reklamę. Choć nie twierdzę że tak nie jest, to należy zwrócić uwagę, że badania były zrobione już PO wyprodukowaniu reklamy i PO jej sukcesie. Nawet jeśli coś wnoszą do naszej wiedzy to na pewno nie to, jak zrobić następną, dobrą reklamę telewizorni . (jak już pisałem)

Już nie czepiając się logiki artykułu, czy źle użytych pojęć, zastanawiam się dlaczego temat neuromarketingu jest tak bardzo chwytliwy i piszą o nim nawet ludzie, którzy najwyraźniej nie mają o nim większego pojęcia. Jaka odpowiedź przychodzi mi do głowy? Strach. Ludzie emocjonują się tym, bo boją się, że ktoś im coś w zrobi w głowę i będą musieli kupować Pepsi, a nie Colę. Przeraża ich to, że reklamy będa tak skuteczne, że dziecko obejrzy nową zabawkę w TV i od razu zacznie ciągnąć rodzica za rękę do sklepu. To zrozumiałe, że w sytuacji zagrożenia, człowiek szuka odpowiedzi na nurtujące go pytania i próbuje zrozumieć, czym go chcą zmanipulować.

Moim zdaniem: spokojna głowa. I tak żaden naukowiec nie wymyśli tak skutecznych sposobów manipulacji, jak dobry sprzedawca, czy guru sekty. Doświadczenie pokazuje, że ludzie zajmujący się perswazją obserwowali praktyków i tłumaczyli to, co oni stosuja od lat – nie odwrotnie. Jasne, techniki wpływu można lepiej zrozumieć i ulepszyć w labolatorium,  ale ich odkrywanie ma miejsce w sklepie, na ulicy, czy na planie reklamowym.

To tyle. Idę czytać buyOLOGY Lindstroma, które przyszło wczoraj pocztą. Sądze, że można się wkrótce spodziewać wpisu na temat tej książki ;) .

Brak komentarzy

Neuromarketing – ściema, czy szansa na robienie super – skutecznych reklam

niedziela,26 Październik, 2008

Tagi: , , ,
Kategorie: kultura, marketing, psycholgia

Zawitałem dzisiaj na stronie Labu Ohmego i przejrzałem sobie ich kejsy. Szczególnie zwróciłem uwagę na neuromarketingowe badania słynnej reklamy sony bravia z odbijającymi się piłeczkami.

Lab przetestował i oto co im wyszło:

I takie to przełomowe wnioski….

Może i fajnie że zbadali, ale chwileczkę… przecież o tym wszystkim (może poza animacją) wie każdy przeciętnie inteligentny człowiek, który obejrzy tą reklamę. Żaba jest genialna – jedyny ożywiony obiekt w tej reklamie. Połączenie muzyki i obrazu też świetne – to się czuje.

W podsumowaniu kejsu, autor dokonuje odkrycia ostatecznego:

So, what is the secret of this ad? It is both the image and the music… and two peripheral cues: a frog and a brief animation.

WOW ! Faktycznie warto było zrobić badania by się o tym przekonać !

Zanim popadniemy w zachwyt nad możliwościami neuromarketingu, warto sobie uświadomić, że ci panowie badają MÓZG, a nie UMYSŁ – hardware vs. software. To tak, jakby chcieć wnioskować o tym co się dzieje w oknie mojej przeglądarki (firefox) na podstawie stanów pamięci RAM mojego laptopa. Raczej ciężko.

Reklama Sony-ego jest genialna nie dlatego, że w 4 miejscach wywołuje u osoby oglądającej silną reakcję emocjonalna, tylko dlatego, że jest dziełem sztuki. Oglądając ją czujesz, że masz do czynienia z czymś pięknym. To po prostu 60 sekundowa etiuda filmowa, którą można by spokojnie oddać jako pracę semestralną na filmówce. Ta reklama ma po prostu dla oglądającego pewną WARTOŚĆ i ZNACZENIE – czego nie da się zbadać za pomocą EEG i SCR.

Podkreślam jednocześnie, że nie uważam neuromarketing za coś bezwartośćiowego. Po prostu należy mieć na uwadze jakie są jego możliwości i ograniczenia.

Komentarze: 7

Buzz online albo offline – oto jest pytanie

niedziela,27 Lipiec, 2008

Tagi: , ,
Kategorie: marketing

wom mały

Ludzie zajmujący się marketingiem szeptanym stosunkowo często (np. w buzzreporter.pl) przeciwstawiają sobie buzz online i offline. Standard obejmuje:

W wielu przypadkach to dzielenie jest raczej bez sensu. Jeśli chcesz dotrzeć do mojego dziadka na pewno użyjesz działań offline, jeśli  chcesz dotrzeć do mojego brata użyjesz online, a jak chcesz dotrzeć do mnie użyjesz oddziaływań offline i wzmocnisz je tym co w sieci. Słowem – dla każdego coś fajnego.

Jakiś czas temu wpadł mi w ręce artykulik na temat badania przeprowadzonego przez firmę Keller Fay Group i agencję OMD specjalizującej się w badaniu rynku pod kątem WoM (word of mouth). Badanie to rzuca trochę światła na temat buzz marketingu online vs. offline:

  1.  marketing szeptany wyrażany twarzą w twarz, lub telefonicznie jest uważany za bardzo wiarygodny częściej niż rozmowy w sieci (59% vs. 49%)
  2. komunikacja poza siecią ma więcej pozytywnych treści niż online (65%vs. 59%)
  3. WoM offline ma większe szanse na wywołanie intencji zakupu niż online (50% vs. 43%)
  4. 92% wszystkich interakcji w ramach WoM odbywa się offline, z czego 75% stanowią rozmowy twarzą w twarz, a 17% to rozmowy przez telefon, 7% interakcji WoM odbywa się za pośrednictwem e-maili, komunikatorów, chatów i blogów

Jak widać po tych kilku faktach interakcje WoM poza siecią są uznawane za bardziej wiarygodne i mają większy wpływ na nasze postawy. Nie powiem by było to zaskakujące. Rolę sieci w marketingu szeptanym łatwo przecenić, ze względu na ilość materiałów publikowanych w tym temacie w Internecie. Zjawisko podpada pod to co opisywałem w poście Sprzedawanie sprzedaży, czyli meta marketing. Nie zapominajmy, że marketing szeptany jest tak stary jak handel, a np. na rynku miejskim 400 lat temu nikt nie miał WWW.

Nie próbuję tu nikogo przekonywać, że działania poza siecią to jedyna słuszna metoda. Kierunek rozwoju mediów i komunikacji w stronę Internetu jest rzeczą raczej oczywistą, więc należy się spodziewać, że powyższe statystyki będą dla WoM w sieci co raz bardziej korzystne.

Rezultaty tego badania są produktem programu TalkTrack (r) firmy Keller Fay i bazują na ankietach od 18 486 amerykanów w wieku od 13 do 69 lat z okresu od lipca 2007 do lutego 2008.

(fotka jest z Edynburga)


				

Brak komentarzy