Strach przed neuromarketingiem
Napisano 25 lutego , 2009
Tagi: artykuł, badania, buyology, kognitywistyka, neuromarketing, psychologia poznawcza
Kategorie: marketing, psycholgia
Najpierw oświadczenie
:
Nie mam nic osobistego do neuro i bardzo się tą działką interesuję.
Neuro znów mnie dzisiaj przyatakowało. Krzysztof Ratnicyn w artykule publikowanym w i-biz pisze dosyć dziwne rzeczy na temat neuromarketingu. Na przykład twierdzi on, że ta dziedzina wiedzy nazywana jest przez fachowców psychologią kognitywną… Tak się składa, że zajmuję się psychologią kognitywną (poznawczą) i nie sądziłem że to to samo, co neuromarketing. Potem stwierdza na przykład coś takiego:
“zwolennicy tej nauki zakładają, że badania neuromarketingowe pozwolą mimownie wcisnąć nam każdy produkt”
Ratnicyn pisze też o omawianym już przeze mnie na blogu case study LAb-u z Sony Bravia. Autor używa tych badań, jako potwierdzenia tezy, że neuromarketing pozwala budować skuteczną reklamę. Choć nie twierdzę że tak nie jest, to należy zwrócić uwagę, że badania były zrobione już PO wyprodukowaniu reklamy i PO jej sukcesie. Nawet jeśli coś wnoszą do naszej wiedzy to na pewno nie to, jak zrobić następną, dobrą reklamę telewizorni . (jak już pisałem)
Już nie czepiając się logiki artykułu, czy źle użytych pojęć, zastanawiam się dlaczego temat neuromarketingu jest tak bardzo chwytliwy i piszą o nim nawet ludzie, którzy najwyraźniej nie mają o nim większego pojęcia. Jaka odpowiedź przychodzi mi do głowy? Strach. Ludzie emocjonują się tym, bo boją się, że ktoś im coś w zrobi w głowę i będą musieli kupować Pepsi, a nie Colę. Przeraża ich to, że reklamy będa tak skuteczne, że dziecko obejrzy nową zabawkę w TV i od razu zacznie ciągnąć rodzica za rękę do sklepu. To zrozumiałe, że w sytuacji zagrożenia, człowiek szuka odpowiedzi na nurtujące go pytania i próbuje zrozumieć, czym go chcą zmanipulować.
Moim zdaniem: spokojna głowa. I tak żaden naukowiec nie wymyśli tak skutecznych sposobów manipulacji, jak dobry sprzedawca, czy guru sekty. Doświadczenie pokazuje, że ludzie zajmujący się perswazją obserwowali praktyków i tłumaczyli to, co oni stosuja od lat – nie odwrotnie. Jasne, techniki wpływu można lepiej zrozumieć i ulepszyć w labolatorium, ale ich odkrywanie ma miejsce w sklepie, na ulicy, czy na planie reklamowym.
To tyle. Idę czytać buyOLOGY Lindstroma, które przyszło wczoraj pocztą. Sądze, że można się wkrótce spodziewać wpisu na temat tej książki
.
