Chronomania, Czas i Krótka Metafizyka Kołakowskiego
Paweł napisał ostatnio post na temat na temat obsesji na punkcie czasu i szybkości. Uważam że temat jest istotny. Sam siebie łapię na tym, że praktycznie wszystko co robię i co cenię jest wychylone w przyszłość, a więc niecierpliwie. Czasem, gdy mam zaczekać na autobus 5 minut, wolę pójść na piechotę. Nie lubię czekać. Z drugiej strony, nie jest to dla mnie (póki co) uciążliwe. Czasem zastanawiam się, czy mogłoby być inaczej, ale to chyba by było nieco nierozwojowe / nudne.
Uważam, że temacie czasu, a właściwie jego odczuwania, bardzo zgrabnie i syntetycznie wypowiedział się Kołakowski (Tygodnik Powszechny, 43/2004). Chronomanię można by rozważyć na szkielecie jego tekstu:
„Kompletna i krótka metafizyka. Innej nie będzie. Innej nie będzie”
Na czterech węgłach wspiera się ten dom, w którym, patetycznie mówiąc, duch ludzki mieszka. A te cztery są:
Rozum
Bóg
Miłość
Śmierć
Sklepieniem zaś domu jest Czas, rzeczywistość najpospolitsza w świecie i najbardziej tajemnicza. Od urodzenia czas wydaje się nam realnością najzwyklejszą i najbardziej oswojoną. (Coś było i być przestało. Coś było takie, a jest inne. Coś się stało wczoraj albo przed minutą i już nigdy, nigdy nie może wrócić).
Jest zatem czas rzeczywistością najzwyklejszą, ale też najbardziej przerażającą. Cztery byty wspomniane są sposobami naszymi uporania się z tym przerażeniem.
Rozum ma nam służyć do tego, by wykrywać prawdy wieczne, oporne na czas.
Bóg albo absolut jest tym bytem, który nie zna przeszłości ani przyszłości, lecz wszystko zawiera w swoim „wiecznym teraz”.
Miłość, w intensywnym przeżyciu, także wyzbywa się przeszłości i przyszłości, jest teraźniejszością skoncentrowaną i wyłączoną.
Śmierć jest końcem tej czasowości, w której byliśmy zanurzeni w życiu naszym, i być może, jak się domyślamy, wejściem w inną czasowość, o której nic nie wiemy (prawie nic). Wszystkie zatem wsporniki naszej myśli są narzędziami, za pomocą których uwalniamy się od przerażającej rzeczywistości czasu, wszystkie zdają się temu służyć, by czas prawdziwie oswoić.
Co zatem w świetle tego tekstu dzieje się z chronomaniakiem ? Może ma po prostu w głowie coś takiego:
- Rozum – ma nam służyć, aby relatywizować prawdy wieczne, oporne na czas
- Bóg – albo absolut jest bytem zupełnie nieoswojonym, którego chętnie zamienimy na filozofię,
- Miłość – jest lekkim przeżyciem, które jest zanurzone w porównaniach oraz przeszłości i przeszłości, jest doznaniem jak każde inne
- Śmierć – co to takiego ? nie opłaca się o tym za wiele myśleć
Jeśli chronomaniak ma takie filary wspierające duszę, to faktycznie, może mieć problem.
Lubię Kołakowskiego. Ciekawe jakie TERAZ ma przemyślenia…


Szymi. W teście masz maxa nie?
))
Fajnie podszedłeś do tematu z Kołakowskim w parze.
Zastanawiałem się niedawno nad naturą bezczasowości. Nic nie wymyśliłem. Biała tablica. czy tak autentycznie i do końca, ktoś zupełnie zanurzony w czasowości może myśleć o bezczasie? Chyba za bardzo by nas to upodobniło do Stwórcy. Nawet stworzenie świata człowiek z automatu umieszcza w czasie i nadaje temu wydarzeniu czasowość (6 dni stworzenia i odpoczynek!). Na koniec czasu ma przyjść Sąd, ale przecież czas istnieje tylko dla nas, nie dla Boga. Czy dla niego Sąd wydarza się jednocześnie ze stworzeniem i czy w ogóle one się wydarzają, bo przecież wydarzenie to coś zanurzonego ze swej natury w czasie.